Mamy chęci i kompetencje

Gospodarka Informacje Polityka mieszkaniowa

Nowoczesne inwestycje, wzorowy przykład zarządzania oraz przywiązanie do tradycji, które dają siłę – a o których mało kto wie. Spółdzielnia Mieszkaniowa „Lazurowa” w Warszawie od ponad czterech dekad inspiruje do działania. Z prezesem zarządu, Zbigniewem Gacą-Richterem rozmawia Wojciech Grabarczyk.

Od lat realizują Państwo szereg inwestycji, cieszących się zainteresowaniem i uznaniem. Na jakim etapie są obecnie Państwa przedsięwzięcia?

Utrzymaliśmy wszystkie złożone parametry inwestycji „Lazurowe Ogrody”. Została ona oddana, rozliczona i obecnie realizujemy podpisywanie aktów notarialnych przeniesienia odrębnej własności. Skupiamy się teraz na inwestycji „Lazurowa przystań” – czyli 63 mieszkaniach i ponad 80 miejscach parkingowych w dwupoziomowym garażu podziemnym. Podpisaliśmy umowy rezerwacyjne na 62 mieszkania, zostawiając jedno, które będzie wykorzystane na potrzeby spółdzielni. Trwa organizowanie przetargu na wybór inżyniera kontraktu, który będzie nadzorował inwestycję pod względem technicznym i wierzę, że na początku sierpnia br. procedura będzie zakończona. Od razu przystępujemy do wyboru generalnego wykonawcy, który powinien wkroczyć na budowę przełomem września i października. Planujemy zakończyć inwestycję do dwóch lat od jej rozpoczęcia. Niestety z innymi inwestycjami nie jest już tak kolorowo. Mamy parę problemów natury organizacyjnej z innymi przedsięwzięciami. Wszystko rozbija się o dopięcie formalności i uzyskanie pozwolenia. Planujemy przebudowę centralnej części osiedla. Jest to inwestycja na ok. 160 mieszkań, 6 tys. m2 lokali usługowych i 330 miejsc postojowych. Niestety w dalszym ciągu jest w fazie uzyskiwania decyzji środowiskowej. Mam nadzieję, że do końca sierpnia tę decyzję uda nam się uzyskać i rozpoczniemy procedowanie wniosków o wydanie warunków zabudowy i zagospodarowanie terenów. Póki co realizujemy te zamierzenia zgodnie z planem.

Wizualizacja inwestycji ‚Lazurowe ogrody’

Wyróżnia Państwa zmysł do inwestycji, którego mogą pozazdrościć deweloperzy. Czy spółdzielni łatwo jest realizować tego typu inwestycje?

Jest to zdecydowanie inny charakter działań. Nie realizujemy inwestycji w oparciu o ustawę deweloperską, a o ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych. Niejednokrotnie podkreślałem, że w każdej spółdzielni można realizować inwestycje. Wystarczy przekonać mieszkańców oraz członków spółdzielni o tym, że to ma sens. Po pierwsze otrzymują mieszkania w cenach dużo niższych niż u okolicznych deweloperów. U nas różnica jest ogromna. W oddawanej inwestycji sprzedawaliśmy członkom spółdzielni mieszkania po 5380 zł brutto za m2, a deweloperzy tuż obok budują w cenie wahającej się od 7500-8000 zł netto. Po drugie zawsze budujemy na czas, wykorzystując najnowsze technologie oraz najlepsze jakościowo materiały, a do tego jesteśmy pewnym partnerem, który funkcjonuje i zbiera doświadczenie od lat 70. Podkreślę jeszcze, że każdą inwestycję zamykamy z nadwyżką. Z inwestycji „Lazurowe Ogrody” uzyskaliśmy zysk prawie 10 mln zł, który w całości przeznaczyliśmy na fundusz remontowy. Dzięki takim działaniom od sześciu lat nie podnieśliśmy składki na remonty, a budynki są regularnie odnawiane i konserwowane. W ciągu kilku lat wartość naszych mieszkań, również tych starych, wzrosła niemal dwukrotnie. Nie tylko z powodu sytuacji na rynku, ale głównie dlatego, że są zadbane oraz doinwestowane.

Dlaczego potencjalny mieszkaniec powinien zamieszkać właśnie w zasobach spółdzielczych?

Ze względu na kawał historii rozpoczynający się w okresie po I wojnie światowej. Spółdzielczość to nie żaden twór komunistyczny. Jej podstawowym założeniem jest to, aby dobrowolnie zrzeszać prywatny majątek członków spółdzielni. Tu nie ma żadnego zarządzania przez prezesów, tak jak to można przeczytać w niektórych gazetach. Jest wręcz odwrotnie – panuje pełna demokracja. Jedynie w spółdzielniach mieszkaniowych zarząd podlega corocznej ocenie przez walne zgromadzenie, na które mają przywilej – choć osobiście uważam, że obowiązek – przychodzić członkowie spółdzielni. W tym roku na naszym walnym wraz z pełnomocnictwami było ponad 400 osób, a bywało, że przychodziło prawie 700. Mieszkańcy mają pełną kontrolę i przez demokratyczne głosowanie mogą wyrazić swoje zdanie. SM „Lazurowa” jest niewielka – liczy ponad 1500 mieszkań – a posiada 18-osobową radę nadzorczą, dzięki czemu każdy budynek ma przedstawiciela wybranego przez członków spółdzielni. Ogromna część lokali w naszym kraju to zasoby spółdzielni mieszkaniowych i gdyby były zarządzane nieudolnie pod względem organizacyjnymi prawnym – to już dawno by upadły. Nie słyszałem o wielu upadłościach spółdzielni, a wręcz odwrotnie, często słyszy się o nieprawidłowościach u deweloperów.

Z jakimi trudnościami obecnie boryka się spółdzielczość mieszkaniowa?

Martwi mnie zupełny brak wsparcia ze strony rządu oraz tendencje do wdrażania nieprzemyślanych ustaw. Jakiś czas temu wdrożono taką, która ułatwia realizację programów mieszkaniowych. Problem w tym, że to dotyczy tylko programów rządowych – takich jak „Mieszkanie plus”. Dlaczego nie są wprowadzane ułatwienia dla pozostałych form budownictwa? Co w ich mniemaniu jest takiego złego w spółdzielniach mieszkaniowych? Gdyby nie one i ich ogromna rola w budowaniu mieszkań po okresie wojennym, to mielibyśmy pustynię. Trzeba dać ludziom możliwość równego korzystania z różnych rozwiązań. Gdybyśmy my mieli takie ułatwienia, jak podmioty realizujące programy rządowe, to wybudowalibyśmy nie 330 mieszkań, a dwa razy więcej. Niestety podlegamy procedurom urzędniczym, które są nie do przyjęcia. W warszawskich warunkach na warunki zabudowy dla garażu wielopoziomowego czeka się 3,5 roku – to jest skandal. Trzy lata temu mówiono o znowelizowanym prawie budowlanym, które miało ułatwić przebieg procedur. Realnie jest tak, że z roku na rok jest coraz trudniej. Mamy chęci, mamy kompetencje, mamy klientów. Konkurencyjności też nam nie brak. Problemem są tylko, i aż, procedury.