CENA ŚWIĄT

Informacje

Walka o serca i dusze wyborców nie ustaje. Grupa posłów PSL złożyła do Sejmu projekt ustawy, dotyczący wprowadzenia kolejnych dni wolnych od pracy. Wielki Piątek oraz w Wigilia Bożego Narodzenia dołączyłyby do dni ustawowo wolnych od pracy. Ustawa miałaby wejść w życie z dniem 1 stycznia 2019 r. Wprowadzenie zmian uzasadniają tym, że umożliwią Polakom spokojną kontemplację świąt. Co na to przedsiębiorcy?

Informacja zmroziła krew w żyłach pracodawców lepiej niż  nadejście zimy. Konfederacja pracodawców Lewiatan wyliczyła, że każdy z dni wolnych od pracy jakie obecnie mamy zagwarantowane dają 5 miliardów złotych straty dla gospodarki. W dyskusji na temat gospodarczego znaczenia wielodniowych przerw w pracy nie brakuje mitów rozpowszechniają je zarówno nieprzychylni wobec przedłużających się świąt pracodawcy, jak i entuzjastycznie popierający odpoczynek związkowcy.

Likwidacja wszystkich świąt spowodowałaby przyspieszenie wzrostu gospodarczego o 3,9 punktu procentowego. Wpływ pojedynczych dni wolnych od pracy na wzrost PKB jest bardzo niewielki. To, co by się zmieniło, gdybyśmy pracowali w święta, to poziom produktu, a nie tempo jego przyrostu. Nawet jeżeli wyliczenie Lewiatana jest całkowicie zgodne z rzeczywistością, to wyższy wzrost odnotowany zostałby wyłącznie w jednym roku. Później gospodarka rosłaby w o tyle szybszym tempie, o ile dodatkowe 13 dni pracy powiększa wzrost gospodarczy. Zwiększenie dni roboczych ze z 214 do 227 przełożyło się na proporcjonalny wzrost tempa rozwoju gospodarczego, PKB rósłby szybciej o 0,3 punktu procentowego rocznie. W rzeczywistości wpływ byłby mniej niż proporcjonalny – patrząc na wyliczenia Lewiatana – nie więcej niż 0,2 punktu procentowego rocznie.

Długi weekend majowy nie jest korzystny gospodarczo w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia.  W tym czasie konsumenci znacząco zwiększają zakupy, a grudzień jest rekordowym miesiącem pod względem sprzedaży detalicznej. Nie oznacza to jednak, że dzięki temu możliwości produkcyjne gospodarki rosną. Gdyby nie było Świąt, ludzie więcej wydawaliby w pozostałych okresach lub też oszczędzaliby więcej (przez co wzrost gospodarczy byłby nawet wyższy). Może zamiast drogich prezentów jeździliby częściej z rodziną na wakacje, albo kupowali lepsze samochody. Na pewno o wiele łatwiej wskazać te branże, które straciłyby na likwidacji Świąt,niż te, które by zyskały. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy dzień wolny od pracy obniża łączny produkt w gospodarce. Im mniej pracujemy, tym mniej wytwarzamy.

Co z tego, że część Polaków wyjedzie na długi weekend, skoro odbędzie się to kosztem kilku dni urlopu, których nie wykorzystają przy innej okazji? Innymi słowy – twierdzą zwolennicy mitu – długi weekend zostanie odpracowany kiedy indziej, przez co nie ma znaczenia, że wiele osób wyjechało teraz na dziewięć dni. Proste przeliczanie na stracone dni robocze nie jest jednak właściwym podejściem. To bowiem, co stanowi główną zaletę długiego weekendu jest – z punktu widzenia gospodarczego – jego największą wadą.

Nawet te firmy bowiem, które chcą pracować często nie mogą tego robić, gdyż część współpracujących z nimi podmiotów wyłączona jest na czas majówki z życia gospodarczego. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że efektywność pracy po długim weekendzie spada. Ponieważ większość pracowników była na urlopach, atmosfera znacznie mniej sprzyja skupieniu niż gdy przerwę w pracy miała jedna czy dwie osoby.

 Może wydawać się, że roztrząsanie kwestii strat dla gospodarki z tytułu świąt nie ma większego znaczenia ponieważ w Polsce ciężko wprowadzić nowy dzień wolny od pracy.Nic jednak bardziej mylnego. Zmiany w ustawodawstwie dokonywane są co kilka lat(choćby ostatni podział niedziel na „handlowe” i „niehandlowe”). Po drugie wybór między produktywnością w pracy a jakością odpoczynku jest autentyczny.Majówka byłaby pewnie przez społeczeństwo oddana w ostatniej kolejności, gdyż wydaje się jasne, że tu korzyści ze wspólnego wypoczynku wyraźnie przeważają.Nie znaczy to jednak, że z niczego innego nie bylibyśmy skłonni zrezygnować. Przykładowo święto Trzech Króli zostało wprowadzone wbrew opinii większości obywateli. Wypada w styczniu, czyli w okresie mniej sprzyjającym wspólnym aktywnościom niż czas od maja do września.