POLSKI SMAK ZDOBYWA STOŁY CAŁEGO ŚWIATA

 

Co roku w Polsce pojawia się kilkaset tysięcy nowych konsumentów dla firm produkujących żywność – na całym świecie to w sumie ok. 80 mln nowych klientów. Jednak wcale nie oznacza to, że starczy ich dla wszystkich oraz, że rynek spożywczy nie jest wymagający. O tym, jak osiągnąć na nim sukces mówi prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej we Włoszczowej – Ryszard Pizior.

 

Przeciętny Polak w ciągu roku zjada i wypija około 200 litrów mleka i produktów pochodnych. Czy ciężko zaspokoić takie potrzeby?

Absolutnie nie. Przytoczona tu liczba, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę całą populację Polski, jest mniejsza niż możliwości produkcyjne całego sektora mleczarskiego w naszym kraju. Ten paradoks determinuje potrzebę szukania klienta na rynkach zagranicznych. To właśnie jest głównym celem, jaki postawił sobie na najbliższe lata zarząd naszej spółdzielni. Mamy już małe sukcesy na tym polu. W zeszłym roku sprzedaliśmy za granicę prawie 85 milionów produktów. Mamy na celowniku kilka ciekawych rynków. Wymagają one od nas przystosowania naszej oferty pod kulturę gastronomiczną danych krajów. Ważnym celem w naszej strategii są rynki poza Europą. Obecnie działamy już w kierunku wejścia na rynek kanadyjski. Prowadzimy tam rozmowy z potencjalnym kontrahentem. Dodatkowo, dopinamy formalności związane z pojawieniem się na rynku Izraelskim. Jest to dla nas gigantyczna szansa, ponieważ tamtejsza ziemia uprawna jest kiepska, a panują tam wysokie temperatury. Nawiasem mówiąc, od dwóch tygodni przekraczają 40 stopni. Trudne warunki sprawiają, że lokalni producenci nie są w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb mieszkańców. A to stwarza nisze dla naszych produktów.

 

Mówi Pan o zdobywaniu nowych rynków, a co z tymi, na których już są Państwo obecni. Czy pozycja spółdzielni może tam ulec poprawie?

Polska należy w tym sektorze rolnictwa do światowej czołówki, więc na plecach czujemy oddech konkurencji. Zarówno jeśli mówimy o państwach z nowocześniejszym rolnictwem, takich jak Niemcy albo Holandia, jak i o państwach silnie się w tym sektorze rozwijających, mówię tu o Białorusi. My z konkurencją spotykamy się głównie na rynku środkowoeuropejskim i bałkańskim. Na targach czy w centrach handlowych Węgier, Czech, Słowacji czy Ukrainy można spotkać nasze wyroby. Najbardziej zależy nam na rynku rumuńskim, ponieważ to państwo sprowadza aż 50 proc. produktów rolnych z zagranicy. Produkcja dla Europy Zachodniej też jest istotna. Zwłaszcza dwa kraje są stałymi odbiorcami naszych produktów. Co tydzień do Paryża wysyłamy przynajmniej dwa duże transporty naszego sera w plastrach. Po drugiej stronie kanału La Manche, w Wielkiej Brytanii mamy jeszcze więcej fanów naszych produktów. Można powiedzieć, że angielska Polonia zabrała z kraju swój smak ze sobą.

 

Na chwilę obecną jesteście Państwo jednym z największych producentów serów i nabiału w Polsce. Czy zwiększenie mocy produkcyjnych nie będzie stanowić problemu?

Na pewno nie będziemy mieli problemu z obsłużeniem dużego popytu na nasze produkty. Odnosimy na tym polu duże sukcesy. Obecnie, jeśli chodzi o liczbę wyprodukowanych wytworów, to jest ona prawie pięciokrotnie większa niż dziesięć lat temu. W zeszłym roku przerobiliśmy 210 milionów litrów mleka. W tym roku liczymy, że przynajmniej powtórzymy ten wynik. Choć panująca susza stawia to pod znakiem zapytania. Początek dynamicznego rozwoju naszej firmy zaczął się w latach 90. Wtedy dzięki pierwszym modernizacjom zakładów wprowadziliśmy nasze sztandarowe produkty, takie jak serek wiejski w plastrach. W momencie powstania zakładu w 1975 roku byliśmy w stanie przerobić 100 tysięcy litrów mleka dziennie. Dziś, nowa serownia oddana do użytku w 2016 r. ma moce przerobowe do 500 tysięcy litrów mleka na dobę. To daje 50-60 ton żółtego sera dziennie. Obecnie popyt na nasze produkty jest tak duży, że wykorzystujemy jej możliwości w stu procentach. Z nowszych tematów mogę się pochwalić, że trzy tygodnie temu uruchomiliśmy nową linię produkcyjną i magazyn w naszym oddziale w Pawłowicach, który produkuje twaróg. Te inwestycje to dopiero początek, przygotowujemy się do modernizacji naszych zakładów – jej celem jest podniesienie mocy przerobowych do miliona litrów na dzień.

 

Spółdzielnia ma za sobą 82 lata obecności na rynku. To staż godny pozazdroszczenia. Gdzie leży klucz do takiego sukcesu?

W ludziach. Każdy z tysięcy hodowców, których pozyskaliśmy do współpracy i z którymi obecnie współpracujemy przyczynił się do tego, że nasze sery są jednymi z najlepiej rozpoznawalnych marek w Polsce. Tak samo ważni są ludzi, którzy  dbają o linię produkcyjną i o to, żeby skoordynować dostawy do naszych zakładów z całego południa Polski. Nieocenione są również zasługi poprzedniego prezesa OSM Włoszczowa Stanisława Skóry, który przez kilkadziesiąt lat prowadził zakład w trudnych warunkach i dbał o najwyższą jakość naszych produktów. Obecnie jest już na emeryturze, ale zadbamy o to, żeby był z nas dumny.

 

 

 

You May Also Like