Miasto przyszłości

Gospodarka Informacje Samorząd

Od lat stawiany za przykład dynamicznego rozwoju, Grodzisk Mazowiecki uchodzi za jedno z najbardziej nowatorskich miast w Europie. Niebanalny styl zarządzania to tylko jeden z licznych elementów układanki składających się w dobrze funkcjonującą całość. O inspiracji, pasji, smart city i przyszłości mówi burmistrz Grzegorz Benedykciński.

Jakie najciekawsze inwestycje udało się Państwu zrealizować w ostatnim czasie?

Inwestycje dzielę na dwa rodzaje: biznesowe i miejskie. Jeżeli chodzi o te pierwsze, to udało nam się sprowadzić centralny magazyn H&M. Jest to inwestycja o tyle ciekawa, że zatrudnienie znalazło ok. 500 osób – w tym sporo kobiet. Drugim przedsięwzięciem jest sprowadzenie do Grodziska firmy z Dubaju – Al Fakher, która zajmuje się produkcją tytoniu do fajek wodnych. Aktualnie przy tej produkcji pracuje ok. 100 osób. W ciągu dwóch lat firma ma rozpocząć budowę głównej fabryki, która zapewni tysiąc miejsc pracy. Informacje te ogłoszono w Financial Times. Z tego faktu jestem bardzo zadowolony, bo to swego rodzaju budowanie wizerunku, które powinno zachęcić innych przedsiębiorców do inwestowania u nas. Miasto ciągle się rozrasta i potrzebujemy miejsc pracy, a dzięki udanym przedsięwzięciom poziom bezrobocia wynosi praktycznie 2 proc. – trudno dziś o niższy próg. W kwestii naszych wewnętrznych inwestycji na uwagę zasługuje Mediateka, która jest połączeniem biblioteki z centrum seniora. Jak się okazało uznaniem cieszy się również wśród naszej grodziskiej młodzieży. Przy dworcu powstał wielopoziomowy parking na 300 miejsc. Od strony rekreacyjnej zainwestowaliśmy w Stawy Walczewskiego. Ludzie pokochali to miejsce od razu i dziś mamy tam tłumy nie tylko w weekendy, ale i w środku tygodnia. Wokół Stawów została zagospodarowana plaża wraz z możliwością żeglowania, plac zabaw i siłownia. Projekt został zgłoszony do konkursu „Modernizacja roku”, w którym aktualnie jest na drugim miejscu. Nie zapomnieliśmy o mniejszych parkach, w które zainwestowaliśmy 15 mln zł. Takie wsparcie dla zieleni w mieście również zostało dobrze odebrane przez mieszkańców i w połączeniu z ścieżkami rowerowymi dało piękny efekt końcowy. Naszym jedynym problemem jest brak obwodnicy, ale w tym roku zostanie on rozwiązany. Pozwolę sobie na stwierdzenie, że Grodzisk jest w modzie. Ciągle budujemy szkoły i przedszkola, bo liczba dzieci wzrosła nam z czterech do siedmiu tysięcy. Wciąż przybywa mieszkańców, którym staramy się zagwarantować wygodne życie i aktualnie mogę przyznać, że dajemy sobie z tym radę.

Skąd czerpie Pan inspiracje do zarządzania miastem i gminą?

Z żeglowania! Jak jestem w jakimś porcie – wychodzę do miasta i obserwuję. Generalnie dużo podróżuję, nie tak dużo jakbym chciał, bo dużo też pracuję, ale jednak staram się wykorzystać maksymalnie czas na wyprawy. Ostatnią moją inspirującą podróżą były Chiny. Zaowocowało to projektem, polegającym na całkowitym usunięciu biletów papierowych – od kina po autobusy. Za wszystko będziemy płacić telefonem. Co zyskujemy? Całkowity brak kolejek i oszczędność papieru. Dzięki obserwacjom wiem, że wiele rzeczy musimy jeszcze unowocześnić, a przede wszystkim przyśpieszyć kroku. Widziałem, o ile łatwiej można żyć dzięki wykorzystywanym rozwiązaniom technologicznym i mam nadzieję, że również mieszkańcy Grodziska będą mogli w pełnej skali wykorzystać potencjał XXI wieku. 

Czy uważa Pan, że Polska może z sukcesem uczestniczyć w rozwijającej się cyfryzacji?

Oczywiście, że tak, natomiast wszystko się dzieje za wolno. W tym kraju nie ma czegoś takiego, jak koncepcja np. rozwoju centrów innowacji. Powinniśmy codziennie to sobie powtarzać, aby angażować się w tworzenie pewnego rodzaju inkubatorów, które angażują młodych i zdolnych ludzi, aby nie wyjeżdżali za granicę, tylko rozwijali się właśnie tutaj. Żyję blisko Warszawy w pewnego rodzaju zagłębiu przemysłowym, gdzie jest mnóstwo miejsc pracy. Uważam, że powinna tu powstać może nie politechnika, ale wydział ukierunkowany na technologie wykorzystywane w naszej strefie przemysłowej. Stałby się on centrum innowacji uczącym młodych ludzi zawodów, które tuż za rogiem są potrzebne. Sam przyznam, że do tej pory nie wprowadziłem nauczania ludzi nowoczesności, ponieważ wielu rzeczy nie rozumiałem. Dziś technologia jest na takim poziomie, że z pozycji telefonu można wszystkim zarządzać. Brakuje ośrodka, który kształciłby ludzi takich jak ja – lokalnych liderów – pokazując, że można coś zrobić lepiej, szybciej i precyzyjniej. Jesienią chcemy wdrożyć system, zaczynając od emerytów po uczniów szkół podstawowych, który nauczy wszystkich funkcjonowania w codziennym życiu na nieco innych, nadążających za cyfryzacją zasadach. Tak aby w momencie wdrożenia, np. projektu płatności telefonem, nikt nie czuł się społecznie wykluczony.

Wojciech Grabarczyk