Profesjonaliści nie siedzą za biurkiem

Nauka

Rynek pracy domaga się profesjonalizacji usług społecznych. O potrzebie rozwiązań systemowych podnoszących jakość kształcenia i przygotowaniu pracowników socjalnych do pracy w terenie, z rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie prof. Julianem Auleytnerem, rozmawia redaktor naczelny Krzysztof Dyła.

Kilka lat temu problemem polskiego rynku pracy był brak inżynierów. Pracodawcy narzekali, że bardzo mały odsetek młodych ludzi wybiera kierunki techniczne. Państwo podkreślacie, że nauki społeczne są drogą do zawodów przyszłości. Czy bardziej potrzebujemy dziś pracowników socjalnych, czy inżynierów?

Potrzebujemy jednych i drugich, natomiast problem polega na tym, że nie pracuje się nad jakością kształcenia. System edukacyjny i rynek pracy to nadal dwa różne światy. Ministerstwa regulujące te obszary powinny skupić się na zbliżeniu ich do siebie. I nie chodzi o działania doraźne, ale o rozwiązania systemowe, które odpowiedzą na pytanie: jak kreować model absolwenta nauk ścisłych, a jak model absolwenta nauk humanistycznych. Jedni i drudzy są niezbędni, bo pierwsi pracują z rzeczami, a drudzy z ludźmi. Nauki ścisłe promują inżynierów, którzy w kreślonych procedurach zachowują się w określony sposób – profesjonalizacja zawodów technicznych jest namacalna. W naukach społecznych natomiast brakuje standardów funkcjonowania. Wiemy, że to musi być dobry nauczyciel, ale jeśli jest on źle opłacany i niedowartościowany, to siłą rzeczy jego możliwości – mimo że startuje z motywacją i pasją do działania – nie zostaną wykorzystane w praktyce zawodowej. Niż demograficzny daje dziś idealną okazję do tego, żeby zmniejszyć liczebność klas i podnieść jakość kształcenia, ale u nas idziemy w kierunku zwalniania nauczycieli.

Jak konkretnie powinny wyglądać rozwiązania systemowe zbliżające absolwentów kierunków humanistycznych do rynku pracy?

Warto obserwować, co mówi sam rynek pracy. Od kilku lat podpowiada, że to usługi są rozwiązaniem problemu. Pracownik socjalny został u nas profesjonalnie przywiązany do biurka, zamiast zostać profesjonalnie wysłany w teren. Na Zachodzie funkcjonują np. misje dworcowe, które pomagają osobom starszym lub chorym w podróżowaniu – wniosą walizkę, wprowadzą na peron, poprowadzą osobę niewidomą. Na ulicach pracują tzw. streetwalkerzy, którzy pomagają bezdomnym, narkomanom, czy choćby starszym ludziom, którzy potykają się na chodniku. To są ludzie, którzy wezwą karetkę, wypatrzą dziecko, które powinno być w szkole, a wybrało się na wagary – profesjonaliści przygotowani do pracy w tłumie ludzi, a nie za biurkiem. U nas samorządy lokalne marginalizują pracowników socjalnych, tnąc wydatki na ich pracę i budując kolejnego orlika. A administracja rządowa dławi ich tonami dokumentacji do wypełnienia. W efekcie taki pracownik jest w terenie dwa razy w miesiącu i to tylko po to, żeby „odhaczyć raport”.

Kto poniesie koszty tak wysoko wykwalifikowanych pracowników socjalnych? Czy samorządy znajdą na to środki?

Pytanie brzmi, jak w samorządach funkcjonuje analiza kosztów, bo ich budżety to anonimowa struktura różnorakich wydatków. Jeszcze lepiej to widać na przykładzie budżetu państwa. Nikt nie wie dokładnie, jakie oszczędności można w budżecie osiągnąć, bo nikt nie zna go na tyle dokładnie. Środki na lepszą opiekę społeczną istnieją, trzeba tylko zmiany mentalności rządzących, którzy ten temat umieszczają na samym dole piramidy potrzeb.

Podkreślają Państwo rolę nauczania przedsiębiorczości, rozumianej szerzej niż zakładanie własnej firmy, a bardziej jako postawy człowieka. Czym ona się przejawia w życiu zawodowym i społecznym?

Człowiek przedsiębiorczy zadaje sobie pytanie, czy można coś w danej sytuacji zmienić, a jeśli tak, to jak tego dokonać. Ta postawa ma bardzo szerokie zastosowanie, nie chodzi tylko o pracę zawodową. W podobny sposób warto podejść do naszych relacji z ludźmi i do swojego miejsca w społeczeństwie. Takie myślenie nakierowuje nasze wysiłki na budowanie lepszej przyszłości, zamiast tkwienia w przeszłości. Trzeba zauważyć, że cały nasz system nauczania i kształtowania człowieka, opiera się na rozpatrywaniu tego, co było. A ile czasu poświęcamy planowaniu tego, co będzie? Tak naprawdę tylko na to mamy wpływ. Człowiek przedsiębiorczy ten wpływ na przyszłość stara się maksymalizować.

Państwa uczelnia otrzymała Polską Nagrodę Innowacyjności 2015. Co Pana zdaniem zdecydowało o jej przyznaniu?

Wewnętrznie czujemy, że to jest prawidłowa ocena, choćby z tego względu, że uruchamiamy właśnie platformę, dzięki której możemy prowadzić studia w e-learningu, które są czymś absolutnie oczywistym na całym świecie, tylko
nie u nas. To jest ta formuła innowacyjności w podejściu do samokształcenia człowieka. Na uwagę zasługuje też projekt dotyczący zagrożeń w cyberprzestrzeni. Akcja zostanie powtórzona, tym razem pod szyldem MSWiA, które zainteresowało się projektem. Chodzi o promowanie bezpieczeństwa ludzi, którzy często nie zdają sobie sprawy z zagrożeń w przestrzeni wirtualnej. Nagrodę przyjmujemy z satysfakcją i świadomością, że przed nami jeszcze wiele wyzwań.

Dziękuję za rozmowę.